Sport to zdrowie? Niekoniecznie!

Są tacy, którzy uważają, że bez bólu nie ma sportu. Żeby nie zrobić sobie krzywdy, trzeba jednak dokładnie wiedzieć, gdzie kończy się sport, a zaczyna głupota. Jako studentka medycyny, była lekkoatletka, dokładnie znam ten problem.

Najgorsze w tym jest to, że przygodę ze sportem, nawet wyczynowym w Polsce zaczyna się już w wieku szkolnym. System w większości klubów jest taki, że liczą się wyniki na każdym etapie rozwoju młodych sportowców. Mało który trener dba o trening ogólnorozwojowy młodzieży, bo liczą się tylko wyniki i punkty dla klubu. Żyłowanie młodych organizmów w okresie intensywnego wzrostu i rozwoju dobrze się nie kończy, bo kończy się szybkim końcem kariery, nawet przed osiągnięciem dorosłości.

Młodzi sportowcy – nie muszą o tym oczywiście wiedzieć, a zachęceni do treningu pierwszymi sukcesami podejmą z ambicją coraz to większy wysiłek.

Trenerzy – nie mówię, że wszyscy, ale duża część, również nie przyhamuje ambicji: swoich, podopiecznych i klubowych bo liczą się wyniki w tabeli….przecież lekarz medycyny sportowej czuwa nad zdrowiem podopiecznych. Na papierze wszystko pięknie wygląda, a jak sama klubowo się badałam, miałam wrażenie, że do otrzymania zdolności sportowej wystarczą zdrowe zęby.

Rodzice – też nie zawsze są w stanie trzymać rękę na pulsie. Kiedy pojawią się pierwsze chroniczne urazy: dajmy na przykład zwykłe zapalenie ścięgna Achillesa, to są one wynikiem długotrwałych przeciążeń, przewlekłych procesów autoimmunologicznych, ciągłej resorpcji i odbudowy, braku proporcjonalnego, ogólnego rozwoju młodego organizmu.

Jak zatrzymać to błędne koło? Trzeba zwiększać świadomość i własną wiedzę. Zawsze w parze z treningiem fizycznym, powinna iść pewna doza teoretycznej wiedzy.

„Sport to zdrowie” – dla własnego dobra, zadbajmy, żeby była to prawda, w odniesieniu do sportu wyczynowego również.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *